Nareszcie jest!
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale nie miałam czasu go napisać. Nałożyło się wiele spraw. Najpierw w szkole wszyscy naraz przypomnieli sobie, że muszą nam zrobić jakieś głupie testy, później dopadła mnie choroba i nie byłam wstanie pisać .W każdym razie rozdział jest i mam nadzieję, że jako tako mi wyszedł.
Aha następny będzie dopiero (koło 11-14) w lutym. Od dzisiaj mam ferie, mam zaplanowane obozy i nie będzie mnie w domu = brak dostępu do internatu.
(Niemcy; tydzień po wypadku przy bilardzie; Ten sam hotel)
Spałem sobie z smacznie, gdy ktoś bezczelnie zaczął się śmiać. Nie chciało mi się jeszcze wstawać. Jednak śmiech stawał się coraz bardziej nie znośny. Leniwie otworzyłem jedno oko. Przekląłem w duchy, gdy zobaczyłem ostre światło. Chłopaki nie zasłonili żaluzji. Cudownie. Otworzyłem drugie oko. Ale nie wiele to dało bo nadal nic nie wiedziałem. Przetarłem oczy rękom. Po chwili moje oczęta przyzwyczaiły się do światła, jednak to co ujrzałem przyprawiły mnie o mały atak serca.
-Oh, obudziliśmy cię?- Spytał mnie dobrze znany mi damski głos. Boże co to za pytanie „Obudziliśmy cię’’, oczywiście że mnie obudzili. Tym śmiechem można by umarlaka przebudzić! Wstałem z łóżka już całkiem przebudzony, nie chciało mi się już spać za to miałem ochotę porozwalać wszystko dookoła. Co TA osoba robi w moim pokoju!? Jak on śmie być tak bezczelnym i JĄ ty przyprowadzać!? Mógł się chodziarz o zgodę spytać, albo przynajmniej, mnie o tym poinformować. Ja go zatłukę łeb mu rozwalę, poćwiartuję na kawałki…Nie stop co ja bredzę przecież ja go nie mogę zabić, za bardzo go kocham, nie przeżyłbym bez niego.
-Nic się nie stało.- Odpowiedziałem na wcześniej zadane pytanie.
-Przepraszam, nie mieliśmy się gdzie podziać a Danielle dopiero co przyjechała. Była zmęczona i musiała chwilę odsapnąć. Jeszcze raz przepraszam.- Liam odezwał się do mnie dziś pierwszy raz. Siedziała na swoim wyrku, przytulony do swej dziewczyny. Obydwoje uśmiechali się. Widać po nich było że bardzo się za sobą stęsknili.
-Wiesz co, ja już odpoczęłam, więc ja z Liasiem pójdziemy się przejść żeby ci nie przeszkadzać.-Chryste, czy ona musi na niego tak mówić, Liaś ? Serio? Brzmi to tak słodko, że aż mi się rzygać chce
-Nie trzeba, przez czyjeś śmiechy, już mi się spać nie chce.-Odparłem chłodno, mam nadzieje że to wyczuła. Chciałem żeby jej się zrobiło głupio. Wiem jestem okropny. Ja po prosty nie mogę znieść myśli, że ona go ma i będzie mieć. A mi nigdy to nie będzie dane. Oh, może gdybym był dziewczyną maiłbym jakiekolwiek szanse. Jednak los chciał inaczej i urodziłem się chłopcem.
Nie miałem więcej ochoty przyglądać się szczęśliwej parze, więc zabrałem jakieś ubrania i poszedłem do królestwa Larry’ego. Mam tylko nadzieję, iż pozwolą mi się u nich ogarnąć. Stanąłem przed ich drzwiami i zapukałem. Po chwili usłyszałem ciche ‘proszę’ więc wpadłem do pokoju. Boże jaki tu syf panował, nigdy bym nie przypuszczał, że dwoje ludzi może tak nabałaganić. Ale jak widać moi chłopcy są zdolni do wszystkiego.
Harry siedział na swoim łóżku i bawił się telefonem. Louis stał przed szafą i wyciągał z nie ubrania, oglądał je po czym wyrzucał za siebie. Robiąc jeszcze większy bajzel. Na podłodze nie było, zbyt dozo wolnej przestrzeni i zastanawiałem się jak oni są w stanie się przemieszczać. Leżało na niej dosłownie wszystko: nie dokończone jedzenie, wyrzucone ubrania Louis’a, jakieś dziwne kartki, puste butelki po niemieckim piwie, kable, pasta do zębów i wiele innych dziwnych rzeczy. Które na pewno nie powinny się tu znajdować.
-Hej chłopaki, mógłbym się u was ubrać? – Wystękałem kiedy już udała mi się jakość wejść do pokoju i zamknąć za sobą drzwi. Starałem się jak mogłem nie podeptać przy tym jakiś rzeczy, jednak nie bardzo mi to wyszło.
Styles oderwał się od telefonu i kiwnął mi głową, że się zgadza. Louis na wet na mnie nie popatrzył, burknął coś tylko pod nosem jednak w ogóle go nie zrozumiałem. Przyjąłem to jako zgodę. Spróbowałem przedostać się w dalszą część pokoju, jednak nie miałem zbyt dużo szczęścia, zahaczyłem o ładowarkę do telefonu i glebnąłem
-Cholera-Wydarłem się kiedy poczułem silny ból. Harry zaczął się śmiać jak głupi.
-Hahaha może najpierw naucz się chodzić,-Powoli wstałem, starałem się nie zwracać uwagi na docinki Harolda. Louis jednak nie był w zbyt dobrym humorze i wydarł się na swojego przyjaciela.
-Zamknij się głowa mnie boli!!-
-Hehe, śnisz kochanieńki… Zayn nie zwracaj na nie go uwagi, Wiesz to jest ten dzień
-EE, co?
- No wiesz okres ma, współczuję biedakowi.
- STYLES!! Jeszcze słowo, a jutro będziesz spał na korytarzu!!
-Mówiłem, to jest TO.
- Zabiję cię. – Nerwy LoLo nie wytrzymały. Chłopak wziął do ręki pierwszą napotkaną przez siebie rzecz i rzucił w nią chłopaka. Harry zwinie unikną pocisku, jednak starszy celował już w niego kolejnym. Młodszy w ramach samoobrony, zaczął robić to samo co Louis. Przedmioty latały po pokoju i bałem się o swoje bezpieczeństwo, więc nie zważając na to co podeptam pobiegłem do łazienki.
Byłem w połowie ubierania się, gdy usłyszałem głośny trzask. Szybko wbiegłem do chłopaków, aby zobaczyć czy żyją. Wszystko wskazywało na to że nic się nikomu nie stało. Harry, jedynie wyglądał jakby zobaczył ducha. Po chwile się ockną i zaczął wrzeszczeć.
-Powaliło Cię!! Na prawdę aż tak mnie nie lubisz, że chcesz się mnie pozbyć!?.. –poparzył się po nas i zaczął dalej nawijać
-PrzecieżjamogłemzginąćBożecozaidiotazemnąmieszkaJamogłem zg inąćmogłeśmniezranićkochaszmnie
jeszczepowiedzżetakproszeciępowiecOmatkomogłemzginaćczemutozrobiłeśczytymniejeszczekochasz…-nie rozumiałem co on mówi, musi być w szoku, bidak się nieźle przestraszył. Nie wiele myśląc podszedłem do Harrego i mocno go przytuliłem. Harreh wtulił się we mnie i zaczął płakać. Lo nic nie robił stał cały czas koło szafą cały zesztywniały, wyglądał jakby ktoś go spetryfikował.
-cii spokojnie, już nic ci nie grozi.-Szeptałem mu do ucha łagodnym tonem. Młody popłakał jeszcze chwilkę, mocząc mi koszulę, Ale co tam trzeba się poświęcić, w końcu to mój przyjaciel.
-D-dzięki-powiedział łamiącym się tonem, wytarł nos o swój rękach, odsunął się ode mnie i ( ku mojemu zaskoczeniu) wybuchnął śmiechem.
-haha Malik, nie no hhaha dziwię się że się haha wcześniej nie chwaliłeś haha..- mówił coś między saldami śmiechy, Nie za bardzo wiedziałem o co mu chodzi . Spojrzałem po sobie i… i zrobiłem się cały czerwony. Zapomniałem, że wybiegłem ‘do połowy ubrany’ i teraz stałem przed chłopakami w samej koszuli, z gołą dupą.
Stwierdziłem, iż sytuacja jest już opanowana i szybko pobiegłem do łazienki.
Kiedy już byłem Całkiem ubrany, poszedłem do chłopaków. Obydwoje siedzieli na jednym łóżku i mówili coś do siebie . (Lous uspokajał i przepraszał Hazzę). Młody wtulony był w swojego przyjaciela, ten natomiast bawił się jego lokami. Wyglądali cholernie słodko, jak taka zakochana para nastolatków.
-Już jest ok?-Spytałem a Lo popatrzył na mnie i zaczął się tłumaczyć.
-Tak teraz tak, Ja… wieź to było przez przypadek ..ja chciałem .. chciałem żeby on się tylko zamknął, Nie chciałem go zranić rzucałem wszystkim co natknęło mi się do ręki, Harru ..przepraszam ..wiesz, że ja..-Lo był tak samo przerażony jak Młody.
-Cii LoLo, ju jest wszystko w porządku, nikomu nic się nie stało, tak? No więc nie smuć się już-
-Zayn, a ty czemu nie jesteś u siebie? Stało się coś?
-Tak jakby, Danielle przyjechała i jak to mówiła nie mieli się gdzie podziać więc wparowali do mojego/naszego pokoju. Rozmawiali dość głośno i mnie obudzili. Musiałem się trochę ogarnąć a nie miałem zamiaru obierać się przy niej…
- Oh Daniell przyjechała!
-Ooo jak ja dawno jej nie widziałem, idę się przywitać, idziecie ze mną?
-No oczywiście, kocham tą dziewczynę, ona jest po prosty stworzona dla Liam’a
-A Zayn jak chcesz możesz zostać tutaj tylko nie rozwal nam pokoju.-Larry wybiegł z pokoju, zostałem sam. Oni kochali tę dziewczynę, wszyscy ją kochają. Nie powiem jest ładną i mądrą dziewczyną, ma wszystko czego mógłby zapragnąć facet. Ale nikt mnie nie zmusi do lubienie jej. Nie i koniec.
<oczami
Louis’a>
(Wieczór;
Ten sam dzień)
Aktualnie
znajdowaliśmy się w Niemczech i był to nasz ostatni dzień w tym państwie i nie
mieliśmy nic do roboty. Żadnych koncertów, wywiadów, czy czego tam jeszcze.
Kochałem takie dni, możemy wtedy robić co chcemy. Tak więc umówiliśmy się całą
piątką na wyjście wieczorem do jakiegoś klubu.
Danielle
przyjechała dzisiaj do swojego ‘Liasia’, niestety tylko na jeden dzień bo musiała jechać do
swojej pracy. A przyjazd tutaj pasował jej bo miała po drodze. Miała wyjechać o
17:00 i nie mogła pójść z nami do klubu a Dan chciała też spędzić trochę czasu
z nami (całym 1D) więc poszliśmy z nią do parku. Świetnie się z nią tam
bawiliśmy, gadaliśmy, śmialiśmy się , wygłupialiśmy się i ogólnie było bardzo
przyjemnie. Nawet fanki dały nam trochę spokoju i nie rzucały się na nas co
chwilę. Jedynie na co mogę narzekać to na zachowanie Mulata. Cały czas siedział
cicho i patrzył się na wszystkich (a szczególnie na Danielle) z mordem w
oczach. Kiedy już raczył się odezwać, robił przykrość dziewczynie, mówiąc jej
niezbyt miłe rzeczy. Na pierwszy rzut oka było widać że on ją nie lubi. Chociaż
nie ‘nie lubi’ to za mało. On jej nienawidzi. Naprawdę nie rozumiem go, Danielle jest wspaniała, jej nie da się nie
lubić. Jedynym beznadziejnym wyjątkiem jest
Zayn. Ale on zawsze idzie w drugą stronę co wszyscy.
Próbowaliśmy
się go jakoś pozbyć , ale on uparcie chciał zostać z nami. Nie mam pojęcia po
kiego grzyba, bo nie wyglądał jak osoba której podoba się nasze towarzystwo.
Ostatecznie aby nie ranić jeszcze bardziej dziewczyny wrzuciliśmy
‘przypadkowo’ Malik’a do
fontanny. Mokry chłopka nie miał innego wyjścia i wrócił do hotelu aby się
osuszyć. Kiedy już zostaliśmy sami zrobiło się bardzo przyjemnie. Niestety
wszystko co dobre szybko się kończy. Po półgodzinie musieliśmy wracać aby
Danielle zdążyła się ogarnąć i wyjechać.
A
co do Malika to ja sobie z nim jeszcze porozmawiam. Chłopak pożałuje, że się
urodził.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Papa!!
Daniell siedziała już w autobusie, miejsce
miała przy oknie więc nas widziała i mam nadzieje słyszała. Staliśmy przed
pojazdem i machaliśmy jej i
wywrzaskiwali miłe rzeczy na pożegnanie. Uśmiechnęła się kiedy zobaczyła
nas jak się dla niej wydurniamy i odmachała nam.
Usłyszałem
jak kierowca odpala silnik i chwilę później auto odjechało. Ja Niall, Liam i
Harry ruszyliśmy w stronę naszego hotelu. Całe szczęście było już dość ciemnawo
i fanki nie widziały nas. Ha jesteśmy jak nindża, nikt nas nie widzi, nit nas
nie słyszy.
-No chłopcy zostaliśmy już sami, więc chyba
nadeszła pora żeby urządzić ten męski wieczór, który sobie zaplanowaliśmy.-Zaproponowałem.
-no
jasne, już nie mogę się doczekać!
-Ja
też!
-No
dawno nie Mieliśmy dobrej imprezy. Czasu nigdy nie było. Szkoda tylko, że twoja
laska tak szybko pojechała. Naprawdę ją polubiłem.
-No..
-tylko
chodźcie najpierw do hotelu, trzeba jeszcze naszego pięknisia wyciągnąć.-Chłopakom
bardzo spodobała się moja propozycja. Nic dziwnego wszyscy od dawna mieliśmy
ochotę trochę poszaleć. Sam tez cieszyłem się bardzo, że w końcu pójdziemy do
jakiegoś baru. Mam dziką ochotę, upić się a potem tańczyć do białego rana.
-Eh
ja chyba nie idę, nie mam ochoty- Liam wyraził sprzeciw, w sumie to mu się nie dziwie. Przez to co
gadał Zayn, każdy straciłby humor na
robienie czegokolwiek.
Złapałem
chłopaka za ramię i poprosiłem go aby się za trzymał, a Niall’owi i Harry’emu
powiedziałem że zaraz do nich dojdziemy. Musiałem porozmawiać z Payne’m. Widać
było że męczyły go słowa Malika. W sumie
to też bym był teko podminowany, gdyby
mój przyjaciel nazwał moją dziewczynę dziwką.
-Li,
nawet nie waż się ta mówić!
-Ale
ja…
-To
Zayn?
-…
-Nie
przejmuj się nim. Wiesz że nie dawno Perrie z nim zerwała. Pewno jest
zazdrosny, że ci się udaje a mu nie,
-Nie
wydaje mi się, on się na mnie tak dziwnie patrzył, takim spojrzeniem jakbym mu
coś zrobił i...
-Cii,
nic nie mów, Nie ma co się zadręczać słowami jakiegoś idioty.
-Nie
waż się tak mówić!! Zayn nie jest
idiotą!!-Payne wydarł się na mnie jakbym nie wiadomo co zrobił. Ja przecież chciałem
mu pomóc. Matko co się dzisiaj dzieje z tymi ludźmi!
-eee
Ok, to było trochę dziwne,
-Przepraszam
poniosło mnie trochę.
-Nom,
to co idziesz z nami? Nie wydaje mi się żebyś wolał siedzieć sam w hotelu i
zamęczać się całą noc.
-To
może ze mną zostaniesz?- Zaproponował mi młodszy.
-Hehe
chciałbyś.
-No
-Liam
proszę cię. Wiesz że ktoś nas musi później pozaciągać do łóżek jak my będziemy
pijani. Tylko ty nie pijesz. Proszeeeeee…
-Szczery
do bólu.
-No
a co, mam cię okłamywać?
-Dobra
niech ci będzie pójdę ale pod jednym warunkiem
-Jakim?
-Pogadasz
z Malikiem i wydobędziesz z niego informację, czemu się tak dziwnie zachowywał
i przekażesz mi ją potem.
-Mi
pasi i tak miałem do niego iść.-Podałem mu rękę na znak zawarcia naszej umowy i
pognaliśmy do reszty chłopaków.
<oczami Zayn’a>
(Wieczór;
Ten sam dzień; Hotel w Niemczech;
Pokój Niall’a, Liam’a, Zayn’a)
Ten
dzień można zaliczyć do najgorszych za wszystkich. Nie dość, że Lo o mało nie
zabił Harry’ego, to jeszcze Danielle musiałem przyjechać. Kobitka bardzo
chciała spotkać się z nami, więc umówiliśmy się z nią na wspólny spacer. Nie
wiem czemu ona tego chciała bo ciągle obściskiwała się z Liam’em . Czasem
zachowywali się tak obleśnie że mnie aż
odrzucało. Jeśli chcieli się pieprzyć do mogli zostać w hotelu, a nie umawiać
się z nami na jakimś głupim spacerze.
Początkowo
nie chciałem z nimi iść, widok szczęśliwej pary nie był dla mnie zbyt miły.
Ostatecznie stwierdziłem, że jednak z nimi pójdę, aby ich pilnować.
Chłopakom
coś zaczęło odwalać i po jakiejś godzinie próbowali się mnie pozbyć. Nie wiem o
co im chodziło, ale ja nie miałem zamiaru ich zostawiać. I kiedy…
-Łup,
Łup- Moje przemyślania, przerwało walenie w drzwi.
-Malik!
Otwieraj! –Matko, co oni chcą ode mnie.
-Otwarte.-Wrzasnąłem,
a do pokoju wparował wściekły Louis.
-Co
ci odbiło! Rozumiem, że ty jej nie lubisz. Ale czy mógłbyś trzymać swój
niewyparzony język za zębami. Choćby ze względu na Liam’a. To twój przyjaciel.
A ranisz go swoim zachowaniem tak samo jak ją. Pomyślałeś o tym chociaż?!
-Oj
weź daj mi spokój, nie chce mi się z tobą rozmawiać
-Jesteś
beznadziejny wiesz, czy ty…
-Tak
wiem, a teraz wyjdź.
-Nie
skończyłem mówić!
-Ale
ja skończyłem
-Malik,
czy to ciebie naprawdę nie dociera co ty odpierdalasz!?- Docierało i to bardzo
dobrze, jednak nie potrafiłem znieść widoku szczęśliwej pary. To mnie zabijało
od środka.
-Lo
proszę nie teraz..
-Nie!
Teraz! Przecież to twój przyjaciel, nie widzisz jak go ranisz?
-A
czy on widzi, co on mi robi?!-Nie wytrzymałem,
zacząłem płakać. Bolało mnie to, że on nie widzi ile ja dla niego
znaczę. A te docinki ze strony starszego w cale nie pomagały. Lo widząc że jest
ze mną coś nie tak podszedł do mnie i przytulił.
-Cii…Zayn
nie płacz, ja przepraszam. –Nic nie mówiłem wtuliłem się tylko w starszego i
płakałem. Łzy lały się litrami. Nie podtrawiłem przestać. Tak bardzo to bolało.
To głupie, marzyć o czymś, co wiesz że się nie spełni. A mino to pragniesz tego
najbardziej na świecie.
-Co
się stało?
-Ja…
hlip.. nie …hlip…mogę…hlip…tak…hlip..dłużej…- Próbowałem coś powiedzieć, ale
płacz mi to utrudniał. Lo cały czas gładził rękom moje plecy w celu uspokojenia.
Nie powiem trochę pomagał.
-Liam
ci coś zrobił?- Pokręciłem przecząco głową, nie byłem w stanie wydobyć z siebie
jakiegokolwiek słowa.
-Nic
z tego nie rozumiem. Możesz mówić jaśniej?- Przez chwilę zastanawiałem się czy
to dobry pomysł, by wyznać chłopakowi prawdę. Co jeśli nie zrozumie mnie i
wyśmieje.
-Ja
cię kocham i cokolwiek by nie było zawsze będziesz moim braciszkiem, cokolwiek
by nie było nigdy cię nie odtrącę-No dobra, raz kozie śmierć- pomyślałem, po czym
wziąłem głęboki oddech i powiedziałem cicho.
-Jestem
gejem-
-Możesz
powtórzyć, mówisz za cicho
-Jestem
gejem.
-Oh,
to jeszcze nie koniec świata-Poparzył na mnie, uśmiechał się chyba nie
docierało do niego co związku z tym
-aa,
ty..on.
-I
co ja mam niby zrobić, ja tak dłużej nie wytrzymuje.- Nie płakałem już, czułe
gesty przyjaciela uspokajały mnie. Oderwałem się z jego uścisku i popatrzyłem
mu w oczy. nie było w nich ani krzty obrzydzenie czy nienawiści. Widziałem z nich
zrozumienie i troskę.
-Nie
mam pojęcia, ale wiesz dla mnie nadal jesteś tym kim byłeś 5 sekund temu.
-Dzięki
-Ale
mimo wszystko nadal mam ochotę cię zamordować za to co powiedziałeś Danielle,
to było takie dziecinne z twojej strony. Bądź już sobie tym gejem tylko nie chrzań takich głupot .ok – Nagle ktoś
zastukał do drzwi, próbował wejść ale
były zamknięte, więc nie miał jak
tego zrobić. Ktoś cicho wetknął, po czym
do moich uszu doszedł głos
Harry’ego.-
-Ej,
chłopaki my już idziemy, będziemy czekać pod hotelem! Macie OBAJ przyjść, to ma
być nasza wspólna noc i nie przyjmuję odmów!
-Ok,
Już idziemy!- Krzyknął dość głośno straszy i posłał mi uprzejmy uśmiech.
-Chyba
nie mamy wyjścia.
-Chyba
nie..-Odparłem cicho, nie miałem ochoty na nic, a już szczególnie na jakąś
dziką imprezę, ale wiedziałem że Harry mi nie odpuści i choćby siłą mnie tak
zaciągnie. Jak już coś sobie zaplanuje to nic mu w tym nie przeszkodzi. Chociaż
może jest dobra strona, mogę
przynajmniej utopić moje smutki w alkoholu. Tak to zdecydowanie dobry pomysł.
Narąbię się i będę miał wszystko gdzieś. Milutko. Zapowiada się ciekawa noc.
